Ania Makowska

Ania Makowska – znana szerszemu gronu jako Doktor Ania – jak sama mówi o sobie: pomaga ludziom zmieniać ich nawyki żywieniowe. Jest oczami polskiej blogosfery, tłumaczy nam tekst napisany małym drukiem na opakowaniach produktów, które spożywamy.

Jest osobą, która w naszym imieniu pyta producentów o rzeczy, które mają niemały wpływ na nasze zdrowie. Dla mnie jest niesamowitą pasjonatką i entuzjastką swojego obszaru. Uwielbiam czytać jej wpisy, śledzić posty w social media i słuchać, co ma do powiedzenia. Dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was wywiad z Anią, abyście miały okazję bliższej przyjrzeć się temu kim jest i czym kieruje się w swojej pracy.

Asia Kamińska: Wybrałaś sobie dość nieoczywisty kawałek blogowego świata. Mamy swoiste zatrzęsienie dietetyków, ale nie łatwo znaleźć drugą taką osobę jak Ty, która nie tylko pisze artykuły, ale także ‘tropi’ produkty na sklepowych półkach. Skąd pojawił się w Twojej głowie pomysł na takie działania?

Ania Makowska: Pomysł na stronę na Facebooku i bloga pojawił się podczas mojego typowego „wykładu” o jakimś składniku na spotkaniu ze znajomymi. Koleżanka zapytała wtedy ‚masz taką wiedzę o tym wszystkim, czemu nie założysz bloga?’. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, a ostatecznym impulsem do działania było zdanie, które gdzieś usłyszałam – dotyczyło dzielenia się: jeśli masz czegoś więcej, podziel się tym z innymi. Skoro mam informacje, czemu nie podzielić się nimi i nie pomagać w ten sposób innym?

Pomysł na profil na Instagramie pojawił się przypadkowo w sklepie. Ponieważ zwykle robienie zakupów trwa u mnie minimum godzinę, zaczęłam wrzucać fotorelacje (obecnie również na snapchat). Na początku nie pokazywałam siebie, wyłącznie opakowania z opinią, chciałam sprawdzić czy ludzie w ogóle potrzebują informacji w takiej formie. Gdy po 3 miesiącach obserwowało mnie ponad 3000 osób, uznałam, że to fajny wartościowy format i być może pora pokazać twarz. Teraz czasem, dla urozmaicenia, wrzucam również inną treść, zwykle dotyczącą mojej pracy, jedzenia, motywacji oraz oczywiście słodyczy i kawy. W końcu ile można oglądać same opakowania.

Asia: Skąd zainteresowanie taką tematyką?

Ania: Zapewne, jak w większości przypadków, do refleksji na temat diety skłoniły mnie problemy zdrowotne. Kiedyś wydawało mi się, że jak coś ma mało tłuszczu i kcal to jest ok, nie zwracałam kompletnie uwagi na zawartość cukru. Gdy okazało się, że muszę zmodyfikować dietę, zaczęłam gruntownie poznawać i zmieniać co, jak, kiedy i z czym należy jeść. Ta nauka trwa do dziś i pewnie nigdy się nie skończy, bo codziennie pojawiają się nowe informacje, wyniki badan itp., dzięki którym możemy zweryfikować nasze postrzeganie wpływu określonych składników odżywczych i substancji dodatkowych na organizm. W ten sposób zmodyfikowano niedawno piramidę żywieniową. Określoną dietą możemy korygować samopoczucie, wygląd, a nawet leczyć niektóre choroby. Zrozumienie w jaki sposób i dlaczego tak się dzieje jest fascynujące. Połączenie różnych dziedzin naukowych: anatomii, fizjologii, biochemii, farmakodynamiki i farmakokinetyki itd. z dietetyką jest dla mnie spełnieniem marzeń – dlatego kiedyś wybrałam w ostatniej chwili farmację mimo iż przez prawie dwa lata szykowałam się do egzaminu na lekarski, od 7 roku życia planowałam zostać kardiochirurgiem.

Asia: Czy masz pomysł w jaki sposób chciałabyś przełożyć swoje działania na biznes? A może już coś się dzieje w tym temacie? :)

Ania: Od początku prowadzenia bloga myślę o organizowaniu szkoleń, warsztatów oraz konsultacji indywidualnych. Być może wcześniej dojdzie zarabianie na blogu, bo za coś trzeba się rozwijać, a inwestycja we własny rozwój i zdobywanie wiedzy jest podstawową sprawą jeśli mam pomagać innym. Wiadomo, że aby mieć dostęp do ciekawych treści, czasem trzeba za to zapłacić. Rozkręcenie własnego biznesu, czyli organizowanie szkoleń też będzie kosztowne – muszą odbywać się w komfortowych warunkach ze zdrowym poczęstunkiem. Nie ma takiej opcji, żeby na moich zajęciach były ciastka z utwardzonym olejem palmowym + syropem glukozowo-fruktozowym.

Dodatkowo myślę o pracy w charakterze konsultanta, piszę artykuły do dwóch gazet, a w głowie układa mi się treść własnej książki. Jestem już współautorem jednej, ale to był zbiór zadań wydany przez wydawnictwo branżowe. Tym razem wszystko będzie po mojemu!

Asia: A co jest dla Ciebie najważniejsze na Twojej zawodowej drodze?

Ania: Najważniejsze jest aby iść na przód, cały czas rozwijać się i nie poddawać. Na jednym ze szkoleń padło hasło ‚zwierzęcy upór’ i chyba coś w tym jest. Pracowitość, ciągłe poszerzanie swojej wiedzy oraz upór w dążeniu do celu uważam za ważne elementy na drodze do sukcesu w mojej dziedzinie. Ważnym aspektem jest poczucie misji i chęć niesienia realnej pomocy. Mnie nie chodzi o to, aby wypisywać złote rady, rzucać oderwanymi od rzeczywistości hasłami czy polecać idiotyczne jadłospisy. Chcę trafić do konkretnego człowieka, mającego konkretny problem i pomóc go rozwiązać w dopasowany do tej osoby sposób. Myślę, że bardzo ważne jest indywidualne i jednocześnie szersze spojrzenie na dany temat u pacjenta. Czasami zmiana nawyków żywieniowych to nie wszystko, często trzeba zaangażować innych specjalistów i warto o tym pamiętać.

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich działań jest dla mnie bycie w zgodzie ze sobą i nie robienie czegoś wbrew sobie, tylko dlatego, że ktoś tak doradził. Zwykle robię wszystko po swojemu, również na drodze zawodowej, co zapewne było wiele razy utrapieniem dla moich Rodziców oraz otoczenia.

Asia: Bierzesz udział w wielu wydarzeniach, szkoleniach, konferencjach – jak wybierasz te najcenniejsze dla siebie i co czerpiesz z takich spotkań?

Ania: Pierwsze, co zawsze sprawdzam, to kim są prelegenci, co robią na co dzień. Drugie – czy jest opcja wzięcia udziału w warsztatach, bo to najlepsza forma nauki na szkoleniach. Zwykle podczas prelekcji zadaję dodatkowe pytania, zostaję po wykładzie lub piszę komentarz na FB, czy dyskutuję mailowo aby dowiedzieć się czegoś więcej. Jeśli wiem, że od kogoś mogę szczególnie dużo się nauczyć, często sprawdzam co i gdzie dany prelegent robi i próbuję zapisać się na całą serię szkoleń, jeśli to możliwe. Czerpię właściwie wszystko – począwszy od sposobów przekazywania wiedzy i technik prowadzenia szkolenia, na samej treści wykładu zakończywszy. Zawsze robię notatki.

Asia: Jak postrzegasz kobiety w biznesie? Czym Twoim zdaniem charakteryzują się ich działania, w czym są silne, a na co w Twojej ocenie tracą niepotrzebnie najwięcej energii?

Ania: Podziwiam kobiety za ich siłę wewnętrzną i twardą rękę w biznesie połączoną z delikatnością wobec bliskich, cenię bycie elastycznym, umiejętność szybkiego dostosowywania się do każdych warunków. Jeśli chodzi o słabe punkty myślę, że nie wszystkie jesteśmy wystarczająco asertywne, mimo doskonałych zdolności negocjacyjnych w pracy – nie zawsze jasno komunikujemy nasze prywatne potrzeby, uznając, że są mniej istotne, co może być przyczyną nieporozumień i problemów. Nie zawsze warto się poświęcać, a jeśli już to robimy – nie oczekujmy, że ktoś to zawsze doceni. Współpracownicy mogą zaśmiać się w twarz, partner raczej nie zauważy, a dzieci docenią za 30 lat.

Zauważyłam też, że wiele osób zazdrości kobietom sukcesów zawodowych czy rodzinnych- nie zdając sobie sprawy jak wysoką cenę musiały zapłacić czy nadal płacą. W sieci krąży taki obrazek – sukces jest jak ciąża: wszyscy gratulują, a nikt nie wie ile razy miałaś przerąbane. Uważam, że sporo energii idzie też na starania, aby być perfekcyjną we wszystkich obszarach życia. Nie zawsze wszystko da się pogodzić, a coraz częściej wydaje mi się, że wręcz nie da się pogodzić wszystkiego, jeśli ma być to zrobione na 100%. Nie dajemy sobie prawa do pomyłki, obwiniamy się bez sensu, zapominając, że często jedyną drogą do sukcesu jest nauka na własnych błędach. Również media społecznościowe kreują potrzebę bycia perfekcyjną w każdej dziedzinie życia – to fikcja literacka, jakiś element idiotycznej presji społecznej którą staram się demaskować. Wiadomo, że nikt nie waży 50 kg pracując po 20h przy biurku, żadna kobieta nie ma piersi nastolatki po 2 ciążach i długim karmieniu, a przy stresującej pracy i fatalnej diecie w ogóle ciężko zajść w ciążę.

Uważam, że warto czasem odpuścić, wyluzować, nie budować ściany z frustracji, bo prędzej czy później zderzymy się z nią, czy tego chcemy czy nie. Warto zaakceptować, że jesteśmy dobre w jakiejś dziedzinie, np. management, sprzedaż, sport, gotowanie, wychowywanie dzieci, projektowanie biżuterii, robienie na szydełku, szycie, sprzątanie, lepienie garnków, itd. – słowem cokolwiek, co robimy dobrze i lubimy to robić. Jeśli jesteśmy specjalistkami w jednej dziedzinie, dajmy sobie prawo do popełniania błędów i nauki w innych dziedzinach. Jeśli robimy coś na 100% w ‚naszym’ temacie, w innych obszarach działajmy np. na 70 czy 80%, w jeszcze innych na 30%. Akceptacja własnych niedoskonałości, bycie dla siebie dobrym, dbanie o chwilę dla siebie każdego dnia, wydaje się być ważne w zachowaniu równowagi, nasz organizm bardzo to lubi a szczęśliwa kobieta to szczęśliwe otoczenie: pracownicy, domownicy itd. W każdym poradniku dla mam znajdziemy zdanie ‚szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko’, ale jakoś nikt nie zwraca na to uwagi. Zamiast więc padać na pysk po pracy, po sprzątaniu, praniu itd. o 1 w nocy gotując zupę ze świeżych warzyw – zrób raz z mrożonych albo przygotuj danie jednogarnkowe z warzywami strączkowymi zamiast babrać się z marynowaniem i krojeniem mięsa. Zamiast tego idź o te 30 minut wcześniej spać. Odpuszczanie nie jest proste, bo jak ktoś jest przyzwyczajony do sukcesów, to chce je odnosić na każdej płaszczyźnie, a tu nagle okazuje się, że jest problem z zajściem w ciążę albo ze schudnięciem albo pojawiają się wychowawcze problemy w przedszkolu czy szkole. Perfekcjonizm i nieumiejętność odpuszczania zżerają chyba najwięcej energii, wiem bo sama się z tym borykam!


Kim jest Ania?
Anna Makowska pomaga ludziom zmieniać nawyki żywieniowe. Uważnie obserwuje rynek spożywczy, farmaceutyczny i kosmetyczny, zwracając uwagę na produkty dobrej jakości oraz przestrzegając przed tylko udającymi dobre. Z wykształcenia jest doktorem nauk farmaceutycznych oraz pedagogiem, nadal studiuje (obecnie dietetykę). Na Facebooku i Instagramie tłumaczy napisany małymi literkami skład produktów na język polski. Jeśli to konieczne zadaje pytania producentom i publikuje ich odpowiedzi pod warunkiem, że wyrażają na to zgodę (niektórzy nie wyrażają niestety).

Zapraszam Was na stronę doktorania.pl

Advertisements